Teoria falowa światła

Jednocześnie z okresem powstania i istnienia teorii emisyjnej, jeden czy dwóch znakomitych uczonych przyjęli teorię inną. Dostarczają oni drugiego przykładu prawa, że przy tworzeniu teorii wyobraźnia naukowa powinna czerpać materiał ze świata faktów i z doświadczenia. Wiedziano od dawna, że dźwięk rozchodzi się po powietrzu falami, czyli drganiami; skoro umysł oswoił się z tą prawdą, stała się ona podstawą poglądu teoretycznego. Przypuszczono, że światło na wzór dźwięku może być objawem ruchu falowego. Lecz cóż w tym przypadku mogło być ośrodkiem tworzącym fale? Dla fal dźwiękowych mamy powietrze naszej atmosfery; lecz polot wyobraźni, wypełniający całą przestrzeń eterem świetlnym, drgającym w falach świetlnych, śmiałością swoją odstręczył umysły zbyt ostrożne. Brewster podał jako najważniejszy zarzut przeciwko teorii falowej to, że nie może przypuścić, aby „Stwórca” był w stanie powziąć plan tak niedorzeczny, jak wypełnienie przestrzeni eterem dla wytworzenia fal światła. Jest to argument, powiedzieć mogę, bardzo niebezpieczny i sprzeczka naukowa z sir Dawidem nad tą sprawę, jak też i z wielu innymi poważnymi ludźmi w innych jeszcze sprawach, pochodzi stąd, że według własnego mniemania zbyt wiele wiedzą oni o zamiarach „Stwórcy”.

Pojęcie eteru zostało przyjęte i zastosowane z powodzeniem do różnych zjawisk optycznych przez znakomitego astronoma Huyghens’a. Wyprowadził on z niego prawo odbicia i załamania i posługiwał się nim dla objaśnienia podwójnego załamania szpatu islandzkiego. Teoria ta została uznana i broniona przez sławnego matematyka Euler’a. Występował zaś przeciw niej Newton, i jego powaga zwyciężyła wówczas. Czy twierdzić należy, że tylko jego powaga? Niezupełnie. Przewaga Newton’a polegała do pewnego stopnia na tym fakcie, że aczkolwiek Huyghens i Euler mieli słuszność w zasadzie, nie posiadali jednak dostatecznych danych do wykazania, że mają słuszność. Żaden ludzki autorytet, choćby największy, nie może oprzeć się głosowi przyrody, przemawiającej przez doświadczenie. Głos przyrody jednak w braku danych może być głosem niepewnym. Ponieważ tak się rzecz miała w owym okresie czasu, .nic więc dziwnego, że wówczas wszyscy przeciwnicy ulec zmuszeni byli powadze Newton’a.

Bieg myśli jest rytmicznym, nie zaś jednostajny i wielka teoria emisyjna, która tak długo utrzymała się na stanowisku, była podobna do jednego z tych kół, które, według wysłowienia Emersona, przerwami uwydatniająca się potęga geniuszu periodycznie zakreśla dokoła prac umysłu, które jednak przerywane bywają niekiedy przez ciśnienie z zewnątrz. W r. 1773 w Milyerton w Somersetshire urodził się człowiek, który przerwał owo koło. Wykształcenie otrzymał lekarskie, był jednak zbyt zdolny, by miał poprzestać na działalności tylko w swym zawodzie. Poświęcił się badaniu filozofii przyrody i opanował wszystkie jej dziedziny. Był również mistrzem w językoznawstwie. Języki starożytne i nowe były mu doskonale znane, i mówiąc słowami napisu na jego nagrobku, „pierwszy przebił ciemności otaczające od wieków hieroglify egipskie”. Los mu nadarzył wykrycie faktów optycznych, dla objaśnienia których teoria Newtona nie wystarczała, i umysł jego jął poszukiwać teorii zadawalającej. Był on dobrze obeznany ze wszystkimi zjawiskami ruchu falowego, w tej liczbie dźwięku; na tym polu pracował płodnie jako badacz samodzielny. Tak wykształcony i przygotowany, był on w stanie dojrzeć najmniejsze podobieństwo, jakie zachodzić mogło pomiędzy zjawiskiem światła i ruchu falowego. I wykrył takie podobieństwo; podniecony tym odkryciem poszedł dalej w swych dociekaniach i doświadczeniach, aż wreszcie zdołał oprzeć teorię falową światła na podstawie niewzruszonej.

Twórcą tej wielkiej teorii był Tomasz Young, człowiek, nazwisko którego dla wielu jest może obcym, które jednak przez wszystkich powinno być znane. Niech mi wolno będzie przez wykreślenie geometryczne, którego już raz pozwoliłem sobie użyć w Londynie, dać pojęcie o wielkości tego człowieka.

Niechaj Newton stoi pionowo w swym okresie czasu, i Young w swoim; przeprowadźmy linię prostą od Newton’a do Young’a, styczną do głów obu. Linia ta będzie nieco pochylać się od Newton’a ku Young’owi, gdyż Newton był niewątpliwie większy. Lecz nachylenie będzie niewielkie, ponieważ i różnica ich wielkości nieznaczną była. Linia ta ma, jak mówią inżynierowie, mały spadek od Newton’a ku Young’owi. Umieśćmy pod tą linią największego uczonego, narodzonego w okresie czasu pomiędzy nimi. Jest rzeczą wątpliwą, aby mógł dotknąć tej linji; gdyż w takim razie stałby umysłowo wyżej od Young’a, tymczasem nie istniał prawdopodobnie większy uczony nad niego. Nie chcę przy ocenie Young’a powoływać się tylko na Anglików; Niemiec Helmholtz, geniusz pokrewny, tak o nim mówi: „był to jeden z najgłębszych umysłów, jakie kiedykolwiek istniały; miał jednak nieszczęście, że stał o wiele wyżej pod względem umysłowym niż współcześni uczeni. Wzbudzał podziw wśród nich, lecz nie zdołali oni zawsze podążać za śmiałym lotem jego rozumowań, tak że najlepsze jego myśli, pogrzebane w wielkich księgach Towarzystwa Królewskiego w Londynie, były zapomniane, dopóki późniejsza generacja stopniowo i z trudem nie poczyniła tych samych odkryć i nie sprawdziła dokładności jego twierdzeń i prawdziwości jego przedstawień”.

Zupełną słuszność ma Helmholtz, mówiąc, że Young względem swego czasu wysunął się naprzód, lecz muszę tu jeszcze dodać parę słów o odpowiedzialności dziennikarzy. W ciągu lat dwudziestu genialny ten człowiek był na uboczu: ziomkowie nie sądzili o nim poważnie, poczytywali go za marzyciela, a to wszystko skutkiem silnego sarkazmu pewnego pisarza, posiadającego wówczas zaufanie publiczności, który w „Edinhurgh Revieiv” wyśmiał Young’a i jego badania. Dopiero sławnym Francuzom, Fresnel’owi i Arago, zawdzięcza Young odzyskanie praw; oni bowiem, osobliwie Fresnel, niezależnie od niego powtórzyli i znacznie rozszerzyli jego odkrycia. Young dla tych, którzy studiowali jego dzieła, już Od dawna przedstawił się we właściwym świetle, lecz owe lat 20 usunęły go z pamięci ogółu, uwaga którego zajęta była wówczas sławą Davy’ego, towarzysza Young’a. Carlyle wzmiankuje o zdaniu Novalis’a, że wiara w siebie samego u człowieka wzrasta nadzwyczajnie w chwili, gdy widzi, że inni weń wierzą. Może jest słusznym i zdanie odwrotne, że brak zaufania u ogółu osłabia siły człowieka. Trudno zatem obliczyć krzywdę, jaką te 20 lat lekceważenia sprawić mogły płodności Young‘a, jako badacza. Należy jeszcze dodać, że wśród przeciwników jego był Henryk Brougham, późniejszy lord kanclerz Anglii.